Tesla właśnie może zmieniać przyszłość baterii

Tesla właśnie może zmieniać przyszłość baterii

Tesla właśnie może zmieniać przyszłość baterii. Tym razem na poważnie😉!

Przez lata cała wojna w elektromobilności wyglądała dość prosto.

Większy zasięg, szybsze ładowanie, więcej ekranów, więcej koni mechanicznych, więcej marketingu.

Tyle że prawdziwa rewolucja bardzo rzadko wygląda spektakularnie.

Czasami zaczyna się od nudnego patentu chemicznego, którego nikt poza garstką inżynierów nawet nie chce czytać.

I dokładnie tak wygląda historia technologii „dry cathode”, nad którą Tesla pracuje od kilku lat.

Brzmi nudno? Trochę tak

Cała rzecz polega na tym, że jeśli Elon Musk i jego ludzie rzeczywiście rozwiązali ten problem na skalę przemysłową, to może się okazać, że właśnie patrzymy, na jeden z najważniejszych momentów w historii nowoczesnych baterii litowo-jonowych.

Nie chodzi nawet o samą Teslę. Chodzi o ekonomię całego rynku EV.

Wszystko zaczęło się od jednej bardzo drogiej decyzji

W 2019 roku Tesla kupiła firmę Maxwell Technologies, za około 235 milionów dolarów. Wtedy większość mediów pisała głównie o „technologii baterii przyszłości”, ale mało kto rozumiał, co tak naprawdę Tesla próbowała kupić.

Nie chodziło o gotową baterię. Chodziło o sposób jej produkcji.

I właśnie tutaj zaczyna się cały temat, dość skomplikowany, którego przeciętny użytkownik EV kompletnie nie rozumie…

Bo dziś produkcja baterii litowo-jonowych, to gigantycznie energochłonny, chemiczny i absurdalnie kosztowny proces. W ogromnym uproszczeniu materiał katody miesza się z chemicznymi rozpuszczalnikami, tworząc coś przypominającego pastę. Następnie nakłada się ją na folie metalowe, suszy w wielkich piecach, odzyskuje rozpuszczalniki, filtruje powietrze i utrzymuje całe hale produkcyjne przypominające bardziej zakłady chemiczne, niż fabryki samochodów.

I właśnie ten etap Tesla chce praktycznie wyrzucić do kosza. Czyli w swoim stylu.

„Sucha katoda” może zmienić wszystko

Mówi się że ta metoda pozwoli zwiększyć prędkość produkcji aż TRZYKROTNIE!!!

Dry cathode, czyli „sucha katoda”, polega na produkcji elektrody bez używania mokrego procesu chemicznego. Mamy więc coś co wyrzucamy do śmieci (nie dosłownie – oczywiście😉, czyli:

-Mniej chemii.
-Mniej suszenia.
-Mniej energii.
-Mniej miejsca.
-Mniej maszyn.

A skoro mniej wszystkiego… to potencjalnie także, dużo niższy koszt produkcji baterii. No i dużo krótszy czas produkcji, bo jak napisaliśmy wyżej, wypada z obiegu całe suszenie a ono trochę trwa…

I teraz najważniejsze

To nie jest kolejna internetowa bajka o „rewolucyjnej baterii przyszłości”, która istnieje tylko na slajdach PowerPointa.

Tesla naprawdę od lat próbuje to wdrożyć. Problem w tym, że przez bardzo długi czas wyglądało to, jak technologiczna katastrofa. Nie mogli sobie poradzić z pewnymi procesami, niby dość prostymi ale niestety suche składniki nie chciały współpracować tak, jak to sobie wymyśliła Tesla.

Światowe Media już wcześniej informowały, że Tesla miała ogromne problemy z uzyskami produkcyjnymi ogniw 4680. Pojawiały się informacje o gigantycznych stratach materiałowych podczas produkcji katod. W pewnym momencie mówiło się nawet o tym, że większość produkcji testowej zwyczajnie nie spełniała oczekiwań jakościowych. Obiło się nam o uszy że 80% nie nadawało się do niczego, gdy straty w tradycyjnej produkcji baterii litowo-jonowych sięgają maksymalnie około 2%. Różnica, jak widzicie była gigantyczna.

I właśnie dlatego najnowsze informacje są tak ciekawe

Według patentów i danych ujawnionych przez Teslę, firma opracowała nowy system spoiwa wykorzystujący między innymi PTFE oraz PVDF (PTFE i PVDF to w dużym uproszczeniu specjalistyczne polimery, czyli materiały chemiczne używane w bateriach jako spoiwa i warstwy stabilizujące elektrody, który pozwala tworzyć bardzo stabilną strukturę elektrody, bez używania klasycznego mokrego procesu. PTFE to
politetrafluoroetylen, a PVDF to polifluorek winylidenu).

Brzmi jak nudna chemia?

Być może. Ale skutki takich dwóch nudnych chemicznych nazw mogą być gigantyczne. I to dla całej branży, bez dwóch zdań. Ale przejdźmy dalej, bo to nie koniec całego tematu, który jak widzicie, tylko z pozoru wydaje się prosty…

Tu nie chodzi o większy zasięg. Chodzi o brutalną ekonomię

Ludzie myślą, że Tesla walczy o „lepszą baterię”.

Nie.

Tesla walczy o tańszą produkcję. A to jest ogromna różnica.

Dziś największym problemem elektromobilności nie jest już technologia samochodów elektrycznych. EV są szybkie. Mają dobre osiągi. Coraz lepsze zasięgi. Coraz lepsze ładowanie. W sensie coraz szybsze. Chińczycy dosłownie biją rekordy świata w mocach i prędkości ładowania. Po ulicach jeżdżą auta, które mogą przyjąć podczas ładowania moce rzędu 1 – 1,5 MW, czyli do 1500 kW!!! Jeszcze 3-4 lata temu, było to absolutnie nie do pomyślenia. Jednak…

Problemem nadal pozostaje koszt baterii, choć i tak jest on zdecydowanie niższy niż kilka lat temu

Koszt baterii, która wciąż jest najdroższym elementem całego samochodu elektrycznego.

I właśnie dlatego każdy producent na świecie, szuka dziś oszczędności dosłownie wszędzie:

  • CATL,
  • BYD,
  • LG,
  • Panasonic,
  • Samsung SDI,
  • Tesla.

Jest ich trochę😉…

Wojna o przyszłość EV coraz mniej przypomina wyścig technologiczny. Coraz bardziej przypomina brutalną walkę o kilka procent kosztów produkcji. Wiadomo, ze im więcej tym lepiej ale nawet kilka procent plus skala to ogromna przewaga nad konkurencją.

I to właśnie te kilka procent zdecyduje, kto przetrwa nadchodzącą wojnę cenową.

Tesla może próbować zrobić coś, czego konkurencja jeszcze nie potrafi

Według danych prezentowanych przez Teslę, technologia suchej katody może:

  • zmniejszyć powierzchnię fabryk nawet o około 50%,
  • ograniczyć liczbę etapów produkcyjnych,
  • znacząco zmniejszyć zużycie energii,
  • oraz obniżyć koszty budowy całych linii produkcyjnych.

I teraz wyobraźmy sobie skalę. Brzmi naprawdę nieźle, jak myślicie?

Jeżeli firma produkuje miliony samochodów rocznie, nawet niewielka oszczędność na pojedynczym aucie zaczyna oznaczać miliardy dolarów. Przy ostrożnej wyliczance, jeśli koszt produkcji zjedzie w dół o 10%, to Tesla może na dziś oszczędzać rocznie około 6 miliardów dolarów. A za tyle można wybudować od podstaw nową Gigafactory. To tylko takie szacunki, czysto teoretyczne.

Dlatego właśnie, ten temat jest dużo ważniejszy niż kolejne internetowe wojny o to, czy Tesla ma lepszy ekran od BMW albo szybszy sprint do setki.

Prawdziwe wojny motoryzacyjne wygrywa się w fabrykach.

Toyota zbudowała na tym imperium. Chińczycy robią dziś dokładnie to samo. Tesla najwyraźniej, też chce wygrać właśnie kosztami produkcji.

Firma mogłaby wykorzystać swoje nowe baterie nie tylko w Semi czy Cybertrucku. Ostatecznie zapewne, ze względu na koszt, trafiłyby one również do najtańszych teslowych aut, czyli Modelu 3 oraz Y.

Tyle że warto trochę ostudzić emocje, choć szkoda że trzeba to zrobić, ale to z ostrożności i przez wzgląd na historię😉

Internet już oczywiście zdążył ogłosić „koniec konkurencji” i „rewolucję większą niż wszystko wcześniej”.

Spokojnie.

To nadal nie oznacza, że za dwa lata auta elektryczne będą kosztowały tyle, co używany diesel sprowadzony z Niemiec.

Nawet jeśli Tesla obniży koszty produkcji katody, nadal pozostają ceny litu, niklu, grafitu, energii, logistyki, pracy, i gigantycznych inwestycji w nowe fabryki. A jak się domyślacie, te koszty wcale nie są takie małe.

Poza tym Tesla już nieraz pokazywała światu ambitne wizje, szybciej niż realne możliwości produkcyjne. Właśnie o to chodziło nam kiedy pisaliśmy o „historii”.

Wystarczy przypomnieć sobie właśnie historię samego ogniwa 4680. Miało być przełomem praktycznie natychmiast. Tymczasem skalowanie produkcji okazało się dużo trudniejsze niż zakładano.

I właśnie dlatego dziś trzeba oddzielić marketing od faktów.

Faktem jest jednak jedno.

Tesla bardzo wyraźnie pokazuje, że przyszłość rynku EV nie będzie wygrywana wyłącznie softwarem, ekranami i autonomią.

Będzie wygrywana produkcją. A właściwie kosztami tejże produkcji.

Co przyniesie przyszłość?

Jeśli „dry cathode” rzeczywiście zacznie działać na dużą skalę, to może się okazać, że za kilka lat, większość ludzi nawet nie będzie pamiętała tej nazwy.

Będą po prostu kupowali tańsze auta elektryczne.

Dokładnie tak wygląda prawdziwa rewolucja technologiczna. Nie wtedy, gdy wszyscy o niej krzyczą. Tylko wtedy, gdy nagle staje się zwyczajną codziennością. I być może właśnie teraz patrzymy na jeden z takich momentów.

Nie na premierze Cybertrucka.
Nie na nowym ekranie.
Nie na kolejnym tweecie Muska.

Tylko gdzieś głęboko w fabryce baterii, wśród chemii, elektrod i procesu produkcyjnego, którego większość świata nawet nie zauważy.

A to właśnie tam może rozstrzygać się przyszłość całej elektromobilności. A my – fani czterech kółek napędzanych prądem – na bank będzimy śłedzić każdy krok Tesli i rynku baterii. Bo to naprawdę ciekawe…

Dlaczego baterie NMC/NCA zaleca się ładować do 80%, a LFP do 100%?

Dlaczego baterie NMC/NCA zaleca się ładować do 80%, a LFP do 100%?

Dlaczego baterie litowo-jonowe ładuje się do 80%, a LFP do 100%? Myślę, że to Was zaciekawi. Grafika też wyszła całkiem fajna… na wzory nie patrzcie😉.

Techniczne wyjaśnienie różnic i zaleceń producentów.

W branży elektromobilności często spotykamy się z pozorną sprzecznością:
• klasyczne baterie litowo-jonowe (NMC/NCA) – zaleca się ładować do około 80–90%,
• baterie LFP (LiFePO₄) – można ładować do 100%, a nawet jest to wskazane.

Skoro obie technologie należą do rodziny baterii litowo-jonowych, dlaczego obowiązują je różne zasady ładowania? Odpowiedź wynika z chemii materiałów, napięć pracy oraz sposobu, w jaki system zarządzania baterią (BMS) oblicza stan naładowania.

Ale spokojnie… wyjaśnimy Wam to krok po kroku. Bo nie jest to fizyka jądrowa😉, ale poniższą wiedzę, trzeba sobie dobrze poukładać, aby zrozumieć zagadnienie jako całość.

„Litowo-jonowa” – to nie jedna technologia

    Określenie „bateria litowo-jonowa” odnosi się do sposobu działania, czyli przemieszczania jonów litu, między anodą a katodą. Kluczowa różnica tkwi jednak w materiale katody.

    W samochodach elektrycznych dominują dwie chemie:
    • NMC/NCA – niklowo-manganowo-kobaltowe lub niklowo-kobaltowo-aluminiowe
    • LFP (LiFePO₄) – litowo-żelazowo-fosforanowe

    To właśnie materiał katody decyduje o maksymalnym napięciu, stabilności struktury, odporności na wysoką temperaturę oraz tempie degradacji. A to ostatnie interesuje nas chyba najbardziej. Nas w sensie użytkowników aut EV, ale też potencjalnych nowych użytkowników, którzy na razie się czają i gromadzą wiedzę, na temat samochodów elektrycznych i ich technologii.

    Co naprawdę przyspiesza zużycie baterii?

      Baterie starzeją się z dwóch powodów:
      1. Starzenie kalendarzowe – upływ czasu, szczególnie przy wysokim napięciu i temperaturze.
      2. Starzenie cykliczne – kolejne ładowania i rozładowania. Ilość cykli jest niestety ograniczona i po ich określonej liczbie (liczonej najczęściej w tysiącach – na nasze szczęście😉) degradacja baterii może być już dość znaczna i może utrudnić nam poruszanie się naszym EV. Może nie na co dzień po mieście. Ale na pewno w trasie, gdzie jednak liczy się jak największy zasięg na ładowaniu.

      Najbardziej destrukcyjne dla ogniw są:
      • wysoki poziom naładowania (wysokie napięcie),
      • długotrwałe przebywanie w stanie 100% SOC,
      • wysoka temperatura.

      Im wyższe napięcie w ogniwie, tym intensywniejsze reakcje chemiczne zachodzące w elektrolicie i na granicy elektroda–elektrolit. Powoduje to wzrost oporu wewnętrznego oraz trwałą utratę pojemności.

      Kluczowe jest więc nie samo „doładowanie do 100%”, lecz czas spędzony przy maksymalnym napięciu. Im dłużej nasze EV będzie stało bezużytecznie naładowane na Full, tym bardziej zdegraduje się nasza bateria.

      Dlaczego baterie NMC/NCA lepiej ładować do 80–90%?

        Ogniwa NMC/NCA pracują przy wyższym napięciu maksymalnym – około 4,2 V na ogniwo. W górnym zakresie naładowania:
        • struktura katody staje się mniej stabilna,
        • przyspieszają reakcje degradacyjne,
        • szybciej narasta rezystancja wewnętrzna,
        • wzrasta ryzyko mikrouszkodzeń struktury materiału.

        Współczesne baterie zawierają dużą ilość niklu, co zwiększa gęstość energii (czyli zasięg), ale jednocześnie podnosi wrażliwość na wysokie napięcie.

        Dlatego producenci, w tym Tesla, zalecają w modelach z bateriami NMC/NCA ustawienie codziennego limitu ładowania na około 80–90%.

        Ładowanie do 100% jest dopuszczalne, lecz najlepiej:
        • bezpośrednio przed dłuższą podróżą,
        • bez pozostawiania pojazdu przez wiele godzin w pełni naładowanego.

        Dobra rada na 100%? Jeśli ładujesz do pełna, od razu ruszaj w trasę. Wtedy nie ma żadnego negatywnego wpływu na baterię.

        Ograniczenie górnego progu ładowania, na przykład do popularnych 80%, znacząco wydłuża żywotność pakietu trakcyjnego.

        Dlaczego LFP można ładować do 100%?

        No właśnie…

          Baterie LFP mają niższe napięcie nominalne i maksymalne (około 3,65 V na ogniwo). Ich struktura krystaliczna jest znacznie bardziej stabilna, przy pełnym naładowaniu niż w NMC/NCA.

          Oznacza to:
          • mniejszą podatność na degradację przy wysokim SoC,
          • większą odporność termiczną,
          • bardzo wysoką trwałość cykliczną.

          W praktyce pełne ładowanie LFP nie powoduje tak silnego przyspieszenia degradacji, jak w przypadku chemii niklowych. Dlatego w codziennym użytkowaniu nie ma konieczności ograniczania ich do 80%. Mało tego, Tesla zaleca pełne naładowanie przynajmniej raz w tygodniu.

          Kluczowy aspekt: kalibracja systemu BMS

            Najważniejsza różnica dotyczy charakterystyki napięciowej.

            W bateriach NMC napięcie rośnie w miarę wzrostu poziomu naładowania. Dzięki temu system BMS może stosunkowo łatwo oszacować SoC na podstawie napięcia.

            W LFP napięcie w szerokim zakresie (około 20–80%) jest niemal płaskie. Oznacza to, że zmienia się bardzo nieznacznie mimo znacznej różnicy energii zgromadzonej w baterii.

            To utrudnia dokładne określenie stanu naładowania.

            Dlatego producenci zalecają w bateriach LFP:
            • regularne ładowanie do 100%,
            • umożliwienie systemowi BMS kalibracji wskazań.

            W praktyce oznacza to, że pełne ładowanie raz w tygodniu, pomaga utrzymać dokładność wskazań zasięgu i procentowego poziomu baterii. System BMS, czyli nasz bateryjny zarządca, wie wtedy dokładnie jaki rozmiar ma nasza bateria. Może też dokładniej oszacować zasięg oraz inne niezbędne parametry jazdy.

            Czy LFP w ogóle nie zużywa się przy 100%?

              Zużywa się – każda bateria litowo-jonowa degraduje szybciej, przy wysokim poziomie naładowania niż przy średnim.

              Różnica polega na skali zjawiska:
              • w NMC/NCA wysoki SoC znacząco przyspiesza procesy degradacyjne,
              • w LFP efekt ten jest dużo słabszy.

              Dlatego ograniczanie LFP do 80% nie przynosi tak wyraźnych korzyści jak w przypadku NMC.

              Jak ładować w praktyce, czyli dobre rady zawsze w cenie

                Dla baterii NMC/NCA:
                • codzienny zakres 70–90% jest optymalny,
                • 100% warto stosować przed dłuższą trasą,
                • należy unikać długiego postoju przy pełnym naładowaniu.

                Dla baterii LFP:
                • można ładować do 100% nawet na co dzień,
                • warto wykonywać pełne ładowanie regularnie w celu kalibracji BMS,
                • przy długim postoju lepiej pozostawić baterię w okolicach 50–60%.

                Podsumowanie

                  Różnica w zaleceniach nie wynika z marketingu, lecz z chemii materiałów i charakterystyki napięciowej.

                  Baterie NMC/NCA oferują większą gęstość energii, ale są bardziej wrażliwe na wysokie napięcie. Dlatego ograniczenie do 80–90% znacząco wydłuża ich żywotność.

                  Baterie LFP są stabilniejsze chemicznie i mniej podatne na degradację przy 100%. Dodatkowo ich płaska charakterystyka napięcia wymaga okresowego pełnego ładowania w celu prawidłowej kalibracji systemu zarządzania baterią.

                  Kluczowe jest jedno: najważniejsze nie jest samo osiągnięcie 100%, lecz czas przebywania przy maksymalnym napięciu oraz temperatura pracy.

                  Odpowiednia strategia ładowania może realnie wydłużyć żywotność baterii trakcyjnej o kilka lat, bez pogorszenia komfortu użytkowania pojazdu.

                  Ultradźwięki i AI w technologii produkcji baterii

                  Ultradźwięki i AI w technologii produkcji baterii

                  Ultradźwięki i AI w technologii produkcji baterii. Ot, mamy naprawdę fascynującą ciekawostkę.

                  W 2025 roku rozwój baterii, to już nie tylko nowe chemie, ale przede wszystkim zaawansowana diagnostyka i produkcja wsparta AI. Dziś skupimy się na dwóch kluczowych innowacjach: ultradźwiękowej diagnostyce baterii oraz sztucznej inteligencji w projektowaniu, produkcji i eksploatacji ogniw.

                  1. Ultradźwięki w diagnostyce – nowa era kontroli jakości

                  Tradycyjne testy SoH (State of Health) opierają się na napięciu, temperaturze czy prądzie – ale nagle pojawia się ultradźwięk:

                  Technologia EchoStat (Liminal Insights) wykorzystuje ultradźwięki, by „zajrzeć” do wnętrza ogniwa, wykrywając wady, pęcherze, kanały mikrostrukturalne – bez niszczenia komórki. Potem AI analizuje te dane, niemal natychmiast oceniając SoH i prognozując żywotność. Dzięki temu czas oczekiwania skraca się z tygodni do minut.

                  • Wyniki badań z lutego 2025 potwierdzają – połączenie ultradźwięków i „explainable AI” pozwala precyzyjnie szacować SoH ogniw Li-ion.

                  • Te technologie pozwalają eliminować wady, już na linii produkcyjnej, poprawiając jednorodność i redukując odpad.

                  Technologia w służbie elektromobilności, jednak w tym przypadku – dosłownie. Zaawansowane techniki ultradzwiękowe służą temu aby zaoszczędzić czas i pieniądze. Choć może lepiej na pierwszym miejscu trzeba by postawić coś innego. Ultradzwięki wyeliminują na etapie produkcji ogniwa, które mogą w przyszłości sprawić problemy.

                  Z których awaria baterii, bedzie naprawdę najmniejszym z nich. Dzięki teakiej technologii mozna wyeliminować wadliwe pakiety, teoretycznie mogące ulec samozapłonowi. Jak wiecie baterie „palą się” z kilku głównych przyczyn. Jedną z nich jest wada produkcyjna. Choć na szczęście występuje ona niezmiernie rzadko.

                  Dzięki ultradźwiękom można praktycznie wyeliminować ten problem, już na linii produkcyjnej.

                  2. AI w projektowaniu i produkcji – przyspieszenie zmian

                  AI zmienia sposób, w jaki powstają baterie:

                  • Opracowania materiałów: AI przyśpiesza odkrycie nowych materiałów, np. polimerów jako elektrod, a także materiały stałe i przewodniki typu graphene.

                  • Optymalizacja procesu produkcji: modele AI symulują procesy formowania, kalandrowania i montażu, by znaleźć najlepsze parametry – a następnie AI steruje maszynami .

                  • In-line kontrola jakości: ultradźwięki + AI tworzą zintegrowane systemy kontroli, które identyfikują wady tuż po powstaniu ogniwa.

                  3. Różnice globalne – Europa, Azja, USA

                  • Azja (CATL, LG): AI wspierające projektowanie baterii i wdrażanie nowych chemii (np. baterie ze stałym elektrolitem).

                  • USA i Europa: szybkie wdrożenia AI dla diagnostyki linii produkcyjnych (IDTechEx prognozuje dynamiczny rozwój pięciu głównych zastosowań AI w bateriach).

                  4. Start-upy i wdrożenia – na co warto zwrócić uwagę?

                  Technologicznych perełek jest coraz więcej. Można wręcz powiedzieć, że rosną jak grzyby po deszczu. Mamy więc i to tylko w ostatnim czasie:

                  • Liminal Insights – EchoStat + AI na gigaskalę – już instalowane w fabrykach.

                  • Topsound Technology – ultradźwięki w mobilnej diagnostyce.

                  • Momentum-E, Jump Energy – AI dla analiz flot EV i ogólnych platform BMS.

                  5. Wyzwania i bariery

                  Sama technologia to nie wszystko. Bo wiecie przecież o tym, że coś co powstaje w zaciszu laboratorium, trzeba przeskalować i wprowadzić na masową skalę. A to nie są ani łatwe do osiągnięcia rzeczy, ani tym bardziej tanie…

                  • Koszty i integracja – ultradźwiękowe systemy i AI to wydatek i konieczność adaptacji linii.

                  • Standaryzacja danych – systemy potrzebują ujednoliconych, jakościowych danych wejściowych.

                  • Cyberbezpieczeństwo / regulacje – konwersja danych produkcyjnych do chmury, niesie ryzyko i wymaga zgodności.

                  6. Co nas czeka w najbliżym czasie?

                  6. Najbliższe lata to:

                  • systemy ultradźwiękowe + AI pojawią się standardowo w każdej nowoczesnej fabryce baterii;

                  • AI-diagnostyka stanie się standardem nie tylko w produkcji, ale również w follow-upie dla BMS i serwisu;

                  • zintegrowane platformy (echo + BMS + chmura) będą wspierać Second Life baterii i recykling.

                   Podsumowanie, czyli co wiemy

                  Ultradźwięki i AI to faktyczna rewolucja, nie przyszłość. To zaczyna dziać się już dziś. Dzięki nim, produkcja staje się szybsza, tańsza i o zdecydowanie wyższej jakości. Dla EV, ESS i całego rynku e-mobility oznacza to większą niezawodność, bezpieczeństwo i ekologiczność.

                  A na co przełoży się to wszystko razem wzięte? Na dodatkowe zyski, na zwiększenie skali produkcji, na obniżenie (miejmy nadzieję – zdecydowane) cen pakietów baterii.

                  Dziś te nowinki technologiczne wchodzą do swiata baterii, ale za chwilę (może całkiem nieodległą), zaczną pracować dla nas w wielu innych dziedzinach?

                  Medycyna i nieuleczalne dziś choroby, produkcja spożywcza i szkodliwe często substancje, które warto by było czymś zastąpić, produkcja rolna i jej zwiększenie, ale nie kosztem oprysków chemicznych…

                  Wszędzie tam zarówno AI, jak i technologia badania ultradźwiękami może być zastosowana, a to jak się zdaje, tylko kwestia czasu.

                  Fot: x.comFernandoSued1

                  WhatsApp WhatsApp us